Odczarowanie Paryża

Bywam tam ostatnio często. No i nasuwa się kilka wniosków. Po pierwsze – Paryż jest przereklamowany. Miasto, jak miasto. Wielkie, zakorkowane, brud i syf wszędzie, śmieci porozrzucane po chodnikach i ulicach.Samochody poparkowane w cały świat, mnóstwo porzuconych wrako-trupów. Gorzej chyba niż w Polsce. Anioł stróż odpychał je swoją ręką i udało mi się przejechać niczego nie zahaczając – a uwierzcie że nie jest łatwo manewrować osiemnastometrowym zestawem po takich wąskich ulicach i zakrętach pod kątem prostym. Śmierdzi (jakieś problemy z kanalizacją chyba). Ilość dzikich, imigranckich miasteczek namiotowych pod wiaduktami i na skwerkach – przyprawia o ból głowy. Ostatnio byłem na rozładunku w Tafanelu (takie francuskie pepsico) w XIX arondissement, akurat koło jakiegoś dziwnego przybytku. Kolejka do drzwi miała – nie przesadzam – kilkaset metrów. Nie wypatrzyłem ani jednego białego, za to było kilka – dosłownie – białych dziewczyn. Reszta to pigmentododatni afroeuropejczycy płci obojga. Zachowanie tej „elyty” – delikatnie mówiąc odbiegało od standardu. Te tłumy niepracującej młodzieży  (bezrobocie we Francji sięga powyżej 10%, a wśród młodych jeszcze więcej) – dziwnie kontrastują ze śmieciami na ulicach, brakach w infrastrukturze przy autostradach, oraz syfem w rowach którego … nie ma kto sprzątać. Nie zmierzam do tego że „to czarni i arabi zabierają nam pracę”. Raczej do tego, że ten zdziczały, bestialski, bezlitosny socjalizm, ubezwłasnowolnia, zniechęca do pracy i czyni marionetkami w rękach systemu – tych którzy są na to szczególnie podatni. Wabi i ściąga ich coraz więcej do tych socjalistycznych „rajów”. We Francji po prostu wielu ludziom nie opłaca się pracować. PiSowskie „500+” zmierza w Polsce w tym samym kierunku. Już doszło do tego, że ludzie rezygnują z pracy, albo zatrudniają się na czarno, tylko po to, żeby zmieścić się w progu uprawniającym do „500+”. To, że aby komuś 500zł dać – to trzeba komuś innemu zabrać 700 – to już tylko mało istotny drobiazg.
O tym już jednak nie raz pisałem i nie będę się powtarzał. Chciałem o czym innym. Mianowicie o kondycji współczesnych miast i aglomeracji. Paryż jest doskonałym przykładem osiągnięcia rozmiaru granicznego. To miasto jest kolosem na glinianych nogach. Nie może się już dalej rozrastać, już w tej chwili wali się przytłoczone własnym ciężarem. Wszystkie arterie miasta są w godzinach 5-22 wykorzystane co najmniej w 80%. Ciężarówki ledwo nadążają, żeby dowozić towary codziennej (i mniej codziennej) potrzeby dla tych łącznie kilkunastu mln mieszkańców aglomeracji. Czteropasmowe autostrady zapełnione auto przy aucie. Mało tego – nawet gdyby dodać do nich po dwa kolejne pasy – to i tak pomogłoby to tylko chwilowo, bo zaraz zapełniłoby się i to. Zresztą nie ma gdzie tego zrobić, bo autostrady przebiegają naprawdę blisko centrum. Tuż za ekranami dźwiękochłonnymi, piętrzą się ściany wieżowców. Wiele z nich to sławetne aszelemy – mieszkania „socjalne”, które na wolnym rynku można kupić w cenie między 50 a 100 tys euro/50-60 metrów kwadratowych. W centrum Paryża. I nie ma chętnych! Bo nikt nie chce mieszkać na autostradzie, sąsiadując z (za przeproszeniem) bydłem, załatwiającym swoje potrzeby na klatkach schodowych, albo wyrzucającym wózki sklepowe przez okno z 15 piętra. Miejsca gdzie policja nawet nie próbuje wjeżdżać. Jednocześnie drogi przebiegają niesssamowicie bezsensownie. Jest to przykład kompletnego braku dalekosiężnego planu rozwoju, a jedynie doraźnego rozwiązywania chwilowych problemów. Czasem żeby skręcić gdzieś w lewo, trzeba dosłownie kręcić piruety po serpentynach i kolejnych rondach w myśl zasady „lepiej trzy razy w prawo niż raz w lewo”. Tutaj ta zasada zmienia się w „lepiej 13 razy w prawo i 7 razy w lewo, niż… raz w lewo”.
Nie byłem nigdy w Nowym Jorku, ale jeśli wygląda to podobnie… to nie chcę tego nawet widzieć. Paryż – i podobne miasta – mogłoby uratować tylko jedno. Całkowite zamknięcie. Należałoby po prostu wygonić wszystkich mieszkańców na przymusowe półroczne wakacje, a miasto gruntownie i całkowicie od podstaw przebudować. Tak na oko to z jedna czwarta infrastruktury drogowej jest do wyburzenia, a kolejna ćwiartka – do gruntownego przebudowania. Tak, żeby zjazdy i wjazdy z autostrad miały przebieg chociaż mniej więcej umożliwiający przedostanie się z miejsca na miejsce w linii prostej. Bo w tej chwili to nasuwa się jedna myśl – pokażcie mi co brał ten kto to projektował, bo jest to najstraszniejszy koks na świecie, przy którym grzyby, LSD czy aniahuasca to są cukierki dla niemowląt.
Tylko wiemy, że coś takiego nie nastąpi. A tu żadne doraźne remonty i przebudowy nie pomogą – tu jest potrzebna KATASTROFA. Dlatego z coraz większą nadzieją wypatruję w przyszłości czegoś w stylu zombie apokalipsy, bo mam coraz mocniejsze wrażenie, że tej „cywilizacji” nic już nie uratuje. Zresztą natura już nam taką katastrofę szykuje – począwszy od wszelkiego rodzaju chorób cywilizacyjnych i degeneracyjnych, a na najeździe szomażobiorców kończąc. Oni zrobią porządek z tym bajzlem. Tylko że nie będzie to taki porządek, jakiego byśmy chcieli.
Żeby nie kończyć takim mało optymistycznym akcentem – macie kilka zdjęć jak wygląda Paryż z pozycji „tirowca”. A na koniec – co prawda nie Paryż – ale przykład, jak można „rozwiązać” skrzyżowanie. Nie mogłem własnym oczom uwierzyć.

IMG_20160427_082311(1)IMG_20160427_082357IMG_20160427_082740(1)

IMG_20160427_083128(1)IMG_20160428_180138A to już Vienne (taka wioska pod Lyonem). Zdjęcie zrobiłem, żeby uzmysłowić jak może wyglądać skrzyżowanie. Od lewej: dwie nitki jednokierunkowe nadjeżdżające, później jedna odjeżdżająca, kolejne dwie (oddzielone tymi słupkami) nadjeżdżające i ostatnia skrajnie prawa – odjeżdżająca. Nie wiem co ćpał projektant tego potworka.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Odczarowanie Paryża

  1. Ale zbieg okoliczności – właśnie myślałam o tym całym Paryżu dosłownie parę minut przed odpaleniem RSSów. Dla mnie jedno z najbrzydszych miast na świecie. Przereklamowane to za delikatne słowo.
    Bo miasto to nie tylko architektura i uliczki. Miasto to cały organizm. I niestety, tak jak mówisz, większość tych organizmów jest dziś już tak chora, że po prostu musi wymrzeć.

    Brak logiki w kwestii dróg itp to we Francji norma, oni mają jakiś antytalent do prostoty, musi być pokręcone. Tak jak mówisz, dokladnie tak samo jest na Gwadelupie, tyle że mniejsza skala, to jeszcze można ogarnać. 10razy w prawo i 5 w lewo, zamiast skrętu w lewo i świateł. Ot, francuska logika 😀

    Otoczka i legendy takich miast jak Paryż to po prostu wciskane nam od dekad medialne bzdury. To miasto ma naprawdę mało do zaoferowania. Jego skala jest nieludzka. I nieprawdą jest, że ma ono jakiś klimat czy atmosferę związaną z architekturą. Jest masa pięknych miast z piękną, ludzką architekturą, dużo piekniejszą niż w Paryżu – np. Bruksela. Ale Paryż jest po prostu dobrze reklamowany, jako „miasto zakochanych”, artystów, itp.

    A tak naprawdę to miasto problemów. Jak każde, większe skupisko ludzi. Również w przypadku samych ludzi – ja obserwuję poważne zaburzenia i problemy mentalne u ludzi w miastach, bez dostępu do natury (park i Zoo to nie natura :). Wiązać to można też z brakiem świeżego i jakościowego jedzenia ktorego w mieście nie ma i być nie może, fizycznie niemożliwe. Ale myślę że największym problemem jest ta alienacja, ktora powstaje w większych niż 100 osobowe skupiskach ludzi. To po prostu nie jest naturalne, więc ludzie warują.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Wprawdzie nie planowałem zwiedzać Paryża, ale teraz nie planuję jeszcze bardziej. Skutecznie mnie zniechęciliście. 🙂
    Sprawa jedzenia jest mniej istotna w miastach od kwestii dostępu do świeżego powietrza i wody. Całość dopełnia klaustrofobiczna atmosfera i niemal zupełny brak ciszy i prywatności. To nie są dobre warunki do życia.

    Polubione przez 1 osoba

    • Wiesz Maruda; tak jest w 80% przypadków. Ludzie nie wyjeżdżają za granicę bo tak im się strasznie podoba Paryż, Berlin czy inna Bruksela. Wyjeżdżają, bo w Polsce nie ma pracy. Tzn pracy to jest w piguły – dla całego naszego pokolenia i pewnie następnych też. Tylko nie ma kto za nią płacić… Do mnie niedawno zadzwoniła pani z pewnej firmy w której złożyłem pół roku temu dokumenty; czy ja bym chciał ciągle dla nich pracować. „Droga pani- bardzo bym chciał. Ja u was nawet już bylem na rozmowie, ale zaproponowano mi 1/5 tego co zarabiam za granicą (i jeszcze mi za mieszkanie płacą). Czy coś się w tej kwestii zmieniło? -No nic się nie znieniło. -no to nie, ja dziękuję”. Czytam w internecie, że w Polsce brakuje teraz rąk do pracy. H*ja tam brakuje. Rąk do pracy to jest aż za dużo. Natomiast dup do r***ania bez wazeliny brakuje, bo kto coś umiał to albo pracuje w porządnej firmie za uczciwe pieniądze, albo wyjechał, albo kombinuje na czarno. Reszta to dzieci, emeryci, renciści i różnej maści lenie, obiboki i „nolajfy”.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s