Whiplash czyli po co żyjemy i po co nam związki

Obejrzałem niedawno Whiplash http://www.filmweb.pl/film/Whiplash-2014-698847 Film jest dobry, acz nie zachwycający. Jak to stwierdził jeden ze znajomych – stary, łysy sadystyczny dziad z chorą wizją. No i jest w tym trochę prawdy. Mimo to – film polecam.

Nie o tym jednak chciałem pisać. Przez „Whiplash” bowiem, przewija się jedna teza z którą ja się całkowicie zgadzam. Ujęta została przez p. Fletchera (genialna rola J.K. Simmonsa) słowami które pozwolę sobie tutaj przytoczyć;

<There are not two worlds in the english language more harmfull, than „god job”>. I to się odnosi do ludzkiego języka w ogóle; nie ma dwóch bardziej krzywdzących słów niż „god job”.

I do tego właśnie dążę – do celu życia. No więc – wbrew różnistym teoriom filozofów na przestrzeni wieków – wydaje mi się, że odkryłem 🙂 Otóż cel ludzkiego życia jest tylko jeden – i jest nim samodoskonalenie się. Jeśli nie stajesz się coraz lepszym człowiekiem – to nie tylko twoje życie nie ma sensu. Ty po prostu nie żyjesz. Trzeba znaleźć sobie w życiu coś, co cię kręci – i przeć ze wszystkich sił, żeby być w tym jak najlepszym. Niekoniecznie najlepszym na świecie – taki z definicji może być tylko jeden. Niekoniecznie lepszym od innych – nie we wszystkim można rywalizować i nie każdy ma taką potrzebę. Wystarczy po prostu dziś – być trochę lepszym od siebie samego wczoraj. A przynajmniej się starać i do tego dążyć. Inaczej to po prostu można kupić kawałek sznura i powiesić się na najbliższej gałęzi. I niech prostota tej tezy was nie zwiedzie co do jej prawdziwości. Jak twierdzi zasada Ockhama – bytów zbędnych nie tworzyć…

I doszedłem wreszcie do tego – po co nam związki. Otóż w moim mniemaniu, jest też tylko jeden powód, żeby wiązać się z drugim człowiekiem – on(a) powinna być twoim Terencem Fletcherem. Kimś kto jest dla ciebie bodźcem, ciągłym motywatorem, kimś kto nieustannie pcha cię do tego, żeby być lepszą wersją samego siebie. Żeby dziś zrobić to co mogłeś zrobić jutro, no i oczywiście żeby nigdy się nie poddawać. Kimś kto daje kopa w dupę, a jak leżysz w g*wnach – kimś kto przypomni ci słowa Daga Hamarskjolda Życie stawia przed Tobą wymagania na miarę sił, które posiadasz. Możliwy jest tylko jeden bohaterski czyn: nie uciec. ” Jeśli jeszcze żyjesz – to znaczy że przeszkoda która przed tobą stoi – ta którą próbujesz (i nie możesz) pokonać – ona NIE JEST zbyt duża. 

Metody pana Fletchera – starego, łysego, sadystycznego dziada z chorą wizją – są bestialskie, no i jakoś w sumie chyba niezbyt skuteczne – przez to co najmniej dyskusyjne, jego teza że nie da się „przegiąć pały”, bo diament nigdy się nie podda – takoż.  Ale nie o sposób chodzi – tylko o sam cel.

Ale ludzie nie chcą Terence’ów Fletcherów. Zwłaszcza kobiety ich nie chcą (może zresztą ja to głównie u kobiet zauważam). Ludzie chcą słyszeć „god job”. Osiąść na laurach, odchować dwójkę dzieci, pić poranną kawę, wieczorne piwerko (ze sprajtem 😛 ), wychodzić do pracy o 7.30 – wracać po odbębnieniu swojego, weekendy spędzać na narodowych sportach Polaków – marketowaniu i grillowaniu (tudzież zalewaniu pały płynem o wzorze C2H5OH), i… później dziwić się że życie im ucieka, i szukać jego sensu w złotych myślach Paulo Coehlo.

Coehlo

I myślę, że dlatego właśnie jakoś słabo idzie mi w związkach. Bo ja jestem p. Fletcherem i chcę kogoś takiego samego dla siebie. A prawdziwą sztuką jest być panem Fletcherem-motywatorem, a uniknąć bycia p. Fletcherem-katem. Coś co nie udało się p. Fletcherowi z filmu.

I jeszcze na koniec; dla niektórych te moje spostrzeżenia mogą wydać się odkrywcze. Dla innych – banalne. I pewnie takież są w istocie. A jednak czasem nawet takie banały/odkrycia (niepotrzebne skreślić) – warto głośno nazwać i wskazać palcem. Co niniejszym czynię.

Miał być dłuższy wpis, to i jest. I to nie o polityce. Czekałem na coś, co pomoże mi ująć główną tezę – po co żyjemy i po co nam związki. No i tym czymś okazał sie „Whiplash”! A ziarno wątpliwości zasiała kiedyś Zuzka – za co niniejszym jej dziękuję 🙂

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Whiplash czyli po co żyjemy i po co nam związki

  1. Tak, zgadzam się w 100% naszym celem jest rozwój, codzienne doskonalenie się, ale nie w ramach wyścigu szczurów, ale spokojnego dążenia do celu i poczucia satysfakcji. Co do związków, według mnie, nie ma mowy o równowadze i równości, tak, jak piszesz, chodzi o motywowanie się…i wspieranie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s